środa, 10 września 2014

Prolog

Nienawidziłem kiedy na mnie patrzyli. Nienawidziłem ich pełnych wyższości spojrzeń wlepionych w moje nagie ciało. Od początku, od kiedy tylko pojawiłem się na tym świecie darzyłem ich czystą nienawiścią. Za cały ból jaki mi sprawili, za całe zło i cierpienie w jakim musiałem żyć. Dlaczego? Dlaczego to wszystko musiało się przydarzyć akurat mnie? Czym zawiniłem? Czy los miał to w planach od początku? Tak miało wyglądać moje życie?
Ludzie są brudni. Są skażeni mnóstwem wad, przesiąknięci najgorszymi żądzami jakie spłodził ten świat. Jednak ich największym błędem jest pragnienie boskości. Brną ku temu celowi kompletnie zaślepieni, nie patrząc na spalone mosty, które zostawiają za sobą. Niszczą wszystko czego się tylko dotkną. Nieczyści, zazdrośni, pyszni. Myślą, że mają w swoich rękach cały świat.
Widziałem ten świat. Promienie słońca ostro raziły mnie w oczy, kiedy pierwszy raz udało mi się uciec. Oniemiałem. Wszystko co mnie otaczało było tak niesamowicie przepiękne. Powietrze, które zaczerpnąłem łapczywie wydawało się takie czyste i rześkie, że aż ostre. Mnóstwo zapachów uderzyło w moje nozdrza. Kwiaty, drzewa, zapach skoszonej trawy. Dźwięki, których nie słyszałem nigdy wcześniej. Śpiew ptaków, krzyki dzieci bawiących się gdzieś za rogiem, wesołe rozmowy ludzi, którzy mijali mnie tak, jakby nie było we mnie nic niezwykłego. Szczekanie psa na balkonie jednego z ogromnych budynków. Szelest liści, które tańczyły wprawiane w ruch przez przyjemny, ciepły wiatr. Pierwszy raz czułem coś takiego. Zdawało mi się nawet, że w ustach mam posmak życia.
Wtedy chyba pierwszy raz zrozumiałem, jak okropnie chciałbym żyć.
Złapałem za rękę mijającą mnie kobietę, a ona popatrzyła na mnie przestraszona. Pogładziła włosy i zmartwiona spytała czy wszystko ze mną w porządku. Jej dłoń była piękna i ciepła, palce długie i delikatne, zdawały się aż kruche. Chciałem coś odpowiedzieć, ale nie mogłem otworzyć ust, sparaliżowany zachwytem.
To były krótkie chwile. Krótkie chwile zanim usłyszałem głośny huk i poczułem ostry ból w ramieniu. Kobieta zasłoniła usta dłonią patrząc na mnie ze strachem w oczach. Ktoś krzyczał karząc jej się odsunąć. Bolało. Dotknąłem ramienia i zobaczyłem na palcach krew. Wsunąłem je do ust. Krew miała dziwny smak, metaliczny i słodki zarazem. Obojętny, a jednak w dziwny sposób przyjemny dla podniebienia.
Wydawało mi się, że wyszeptałem cichą prośbę o pomoc. Ale może tylko mi się to przyśniło? Czułem ciężar ciał przygniatających mnie do ziemi. Była szorstka, kaleczyła mnie w twarz i gołe łydki. Szczypało i było nieprzyjemnie, dokładnie zapamiętałem to uczucie. Z trudem udawało mi się złapać oddech i pierwszy raz uroniłem łzę. Dziwne pragnienie kazało mi za wszelką cenę próbować ucieczki. Usłyszałem trzask, który od razu uznałem za złowrogi. Towarzyszył mu niemiłosierny ból, przez który nie mogłem ruszyć nogą.
Łzy płynęły jedna za drugą. Wszystkie euforyczne uczucia w jednej chwili zmarły gdzieś we mnie, zastąpione nowymi, obcymi, których poznania wcale nie byłem ciekaw. To duszące uczucie w sercu było chyba strachem. Tak panicznym, że aż uniemożliwiało prawidłowe funkcjonowanie.
Ludzie zebrali się wokół. Czułem ich niepokój, ale nie potrafiłem go zrozumieć. Wtedy zrozumiałem, że to niemal trawiące wnętrzności cierpienie jest niczym innym niż żalem. Z moich ust wydobywały się dźwięki, które nie przypominały już żadnych słów, a jedynie pełne zawodu wycie.
Było ich tam tylu. Dlaczego nikt mi nie pomógł?
Kiedy się obudziłem wszystko wyglądało już jak dawniej. To miejsce, w którym się znajdowałem było tak ciasne, że uniemożliwiało jakikolwiek ruch. Przypominało szklaną tubę wypełnioną jakimś dziwnym, gęstym płynem. Znów widziałem te same twarze. Mieli na sobie maski, ale wiedziałem, że to oni, oglądałem ich codziennie.
Często wspominałem tamten dzień. Cudowny zapach kwiatów, powietrze, które miało swój wyjątkowy zapach, cichy szum liści. Świat był naprawdę piękny, zasługiwałem na niego. Wiedziałem, że któregoś dnia tam wrócę. I że to będzie ten dzień, w którym uwolnię świat od jedynego zła, jakim zostało skażone.
Zabiję ich wszystkich. Zroszę kwitnącą trawę ich słodką krwią.

***

Dystrykt 6

- Wczoraj zadano mu sześć ran kłutych.
- Zadziwiające jak jego organizm szybko się regeneruje. To naprawdę niesamowite. Pierwsze projekty zdecydowanie były najidealniejsze pod względem wytrzymałości.
- Wystarczy głęboki sen i proces gojenia przebiega z wydajnością o trzysta procent większą niż u przeciętnego człowieka.
- Wspaniale – jeden z mężczyzn oblizał z zadowoleniem wargi, przeglądając resztę dokumentacji, dostarczoną przez podwładnych. Kręcił z niedowierzaniem głową.
Zaskakujące jak szybkich postępów dokonali w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Szczególnie jeśli chodziło o udoskonalenie jednego z prototypów projektu, 900420. Dzięki temu elementowi mieli szansę uratować całe przedsięwzięcie, w które rząd zainwestował niemałe pieniądze. A byli już bliscy rezygnacji w dniu, w którym wszystko wymknęło się spod kontroli.
- Jak wygląda raport jeśli chodzi o pozostałe modele? – spytał wreszcie, wyczekując satysfakcjonującej odpowiedzi ze strony swoich podwładnych.
- Jeden z serii 91 przejął pod swoją jurysdykcję dystrykt osiemnasty. Drugi nadal pozostaje uśpiony. Nie mamy żadnych danych co do jego aktualnego miejsca pobytu.
Sprawa zdecydowanie nie prezentowała się zbyt dobrze. Mężczyzna potarł brodę strapiony, wykręcając z mapy kolejny dystrykt. To już czwarty stracony na przełomie ostatniego kwartału. Jeśli tak dalej pójdzie stracą całą południową strefę, a wtedy nawet 900420 nie będzie w stanie ich uratować.
- Wszystkie elementy z serii 92 zasymilowały się ze społeczeństwem i wygląda na to, że ta część projektu przebiega bez zakłóceń. Rodziny nie mają z nimi problemów bez względu na różnice środowiskowe. Wydaje się na to, że faza zostanie zakończona sukcesem. Co do reszty niestety nie posiadamy żadnych informacji, jednak ostatnio panuje względny spokój, nawet w dystryktach, w których szalały. Zanotowano spadek liczby śmierci o połowę w dystryktach mieszkalnych, jednak sytuacja nadal nie prezentuje się korzystnie. W południowych dystryktach ludzie odcięci od dostaw żywności oraz leków zaczęli walczyć i zabijać się między sobą.
Wysoki mężczyzna podniósł się wreszcie z miejsca zamykając teczki pełne grubych papierów. Od kiedy Seul został odcięty od reszty świata ludzie oszaleli. Pozbawieni prawa opuszczania granic miasta, które w błyskawicznym tempie odgrodzono od reszty państwa grubymi murami tracili zmysły. Jednak trudno im się dziwić w obliczu kataklizmu w jaki zostali wbrew sobie rzuceni. Władze państwa mogły liczyć, że takie zabezpieczenia wystarczą, jednak kwestią czasu było, aż puszka Pandory zostanie otwarta.
Podziemne laboratoria dystryktu szóstego były jeszcze do niedawna największą rządową tajemnicą, a projekt jaki w nich przeprowadzano, nazywany potocznie projektem X objęty był tajemnicą państwową. Pracowali przy nim tylko najbardziej zaufani, a jednocześnie najwybitniejsi naukowcy, z całego kraju, których dziś została jedynie garstka. Kiedy podpisywali ten kasowy projekt nikt nie zdawał sobie sprawy, że prowadzi ludzkość wprost w otchłań piekieł. Zabawy w boga nigdy nie kończyły się dobrze. Każdy doskonale zdawał sobie z tego sprawę, chociaż nikt nigdy nie odważyłby się wygłosić tej prawdy na forum publicznym.
Cel operacji był prosty. Wyhodować obiekty o nadludzkiej sile, które miałyby służyć zarówno samej Korei jak i całemu światu w walce z terroryzmem i nieprawością. Wydawałoby się, że to scenariusz jednego z traktujących o przyszłości filmów, jednak przeciętny zjadacz chleba nie miał pojęcia na jakie cuda pozwala obecnie technologia, wciąż rozwijająca się w zastraszającym tempie. W ciągu ostatnich piętnastu lat teoretyczne badania udało się przenieść do rzeczywistości, chociaż cały proces obfitował w liczne porażki, obejmujące również śmierć  wybitnych naukowców.
Było to jednak poświęcenie, na który każdy się pisał.
Przez ostatnie dziesięć lat udało się wyprodukować pięć serii nadludzi, jednak żadna z nich nie spełniała oczekiwań, jakie stawiał im rząd. Pierwsze trzy modele, zwane prototypami, powstały w trzech oddalonych od siebie laboratoriach i pozostawiały wiele do życzenia. Były jednak pierwszymi obiektami, które udało się wyhodować i utrzymać przy życiu. Poprzednie były zdecydowanie zbyt kruche. Ich słabe organizmy nie nadawały się do walki, a niewykształcone odpowiednio mózgi uniemożliwiały samodzielne myślenie.
Dojście do odpowiedniego wzorca zajęło im dokładnie osiem lat. Wszystkie trzy obiekty odznaczały się nieprzeciętną inteligencją, olbrzymią siłą, wytrzymałością i techniką regeneracji, która sprawiała, że stawały się wręcz niezniszczalne. Jednak w tym wachlarzu zalet, świadczącym o technologicznym przełomie znajdowała się jedna, która sprawiała projekt niezwykle niebezpiecznym. Obiekty były zdolne odbierać emocje na poziomie niebezpiecznie zbliżonym do ludzkiego, co czyniło je złowrogo samodzielnymi i nieobliczalnymi.
Każde z laboratoriów zajęło się szkoleniem swojego obiektu. Okazało się, że są w stanie przyswajać informacje w zastraszającym tempie, nauka pisania, liczenia, odróżniania kształtów czy dźwięków nie stanowiła dla nich żadnego problemu. Poznawali świat w zamknięciu, ucząc się tego, co każdy dorosły człowiek powinien wiedzieć o życiu. Również rozpoznania dobra i zła.
Wyposażone we wrażliwą ludzką emocjonalność obiekty stały się niezwykle problematyczne. Ciężko było wyłożyć im cel ich istnienia, były coraz mniej skłonne do brania udziału w eksperymentach sprawdzających ich zdolności. Choć niezwykle wytrzymałe niechętnie przystawały na zadawanie im bólu mającego na celu sprawdzenie ich wytrzymałości, ich reakcje na niektóre bodźce bywały nadmiernie agresywne. Im więcej rozumiały tym brutalniejsze i pozbawione jakichkolwiek zahamowań stawało się ich zachowanie.
Projekt został uznany za niepowodzenie kiedy jeden z obiektów uciekł. Nikt nie wiedział w zasadzie jak to się stało. Szkło, za którym trzymano eksperymenty było specjalnie wzmacniane, a ciała obiektów wprowadzano w stan hibernacji kiedy z nich nie korzystano. Mimo tego doszło do ucieczki. Egzemplarz uważany za najbardziej niezależny opuścił laboratorium i zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Nie było jednak powodów do siania paniki. Życie na powierzchni zdawało się toczyć całkiem normalnie, nie zanotowano żadnych dziwnych zjawisk, więc rząd postanowił wyciszyć tę sprawę. Wydarzenie to jednak zaważyło na losach projektu i zamknęło przebieg prac nad prototypami 90. Zaginionego obiektu nigdy nie odnaleziono.
Pomimo wyprodukowania czterech kolejnych serii dwa prototypy nadal pozostawały w laboratoriach. Nieważne jak bardzo opierali się temu przełożeni, on uważał, że właśnie one były najbliżej ideału. Ich śmiercionośna siła była w stanie zgładzić cały oddział terrorystów, a agresja była idealnym paliwem. Trzeba było znaleźć tylko sposób, żeby odpowiednio nią manipulować. Dlatego właśnie nigdy nie zniszczył prototypów, a poddawał je dalszym badaniom, mającym na celu ich usprawnienie.
Gdyby tego nie zrobił, teraz, kiedy reszta obiektów rozsiana była po całym Seulu siejąc zniszczenie… Nie byłoby ratunku dla ludzkości.
- Dzisiejsze eksperymenty pokażą, czy wytrzymałość 900420 jest tak duża jak nam się wydaje.
Drzwi jednej z sal uchyliły się z cichym szelestem kiedy mężczyzna przejechał identyfikatorem przez otwór czytnika. Od razu uderzyła go aura dziwnego niepokoju. Powoli sunął wzrokiem ku wielkiej, szklanej tubie stojącej w rogu pomieszczenia. Pustej tubie. Oddech momentalnie mu przyspieszył, a po czole spłynęła stróżka potu. Chciał zamknąć drzwi, ale sparaliżowany nie był w stanie się ruszyć, gdy zobaczył jak wielka, metalowa kula leci wprost w ich kierunku. Z niewyobrażalną siłą uderzyła w tułów jednego z jego podwładnych, rozbryzgując  wnętrzności młodego chłopaka na białej farbie, którą pomalowana była ściana, w którą dosłownie wbiło się jego ciało.
Mężczyzna wlepił przerażony wzrok w stojącą przed nim postać. Nagi chłopak nie był wysoki, mokre włosy przykleiły mu się do czoła i policzków. Trząsł się z zimna, stojąc przed nim całkiem nago. Na brzuchu miał świeżo wygojone blizny, które połyskiwały bielą.
- Hyung… - mruknął zachrypniętym głosem wpatrując się w niego zagubionym wzrokiem wielkich, czarnych oczy.
Starszy jeszcze przez dłuższą chwilę nie był w stanie wydusić z siebie słowa, ale w końcu kucnął przy drobnym chłopaku i pogładził go lekko po policzkach drżącymi dłońmi. Nie potrafił uspokoić oddechu, nie umiał zdusić strachu, który zawładnął jego ciałem.
- Dlaczego znowu uciekłeś…? 900420…
Chłopak chudymi ramionami objął ciasno szyję mężczyzny, który na moment wstrzymał powietrze.
- Hyung… To koniec… - twarz młodszego wykrzywił pełen obłąkanego triumfu uśmiech, a kiedy wypuścił starszego z ramion ten padł na ziemie rozpaczliwie chwytając się za szyję, z której tryskała krew.
Chłopak rzucił tylko na podłogę kawałek szkła zostawiając mężczyznę miotającego się w cierpieniu. Wyjście. Musiał znaleźć wyjście. Od razu rzucił się biegiem przed siebie. Każdy korytarz w podziemnych laboratoriach wyglądał tak samo. Łudził się, że jeszcze pamięta drogę poprzedniej ucieczki, ale zamiast do sali z prowadzącym na zewnątrz wyjściem wbiegł do pomieszczenia, w której urzędowali  ochroniarze sektora. Trzech rosłych mężczyzn wlepiło w niego wzrok nie wiedząc co się dzieje. Oblizał nerwowo usta chcąc się wycofać.
- Zatrzymaj się! – nawet nie zauważył kiedy wyciągnęli broń, ale zdążył w porę zareagować kiedy już wystrzelili. Naboje zawisły w powietrzu, kilka centymetrów od jego twarzy.
Przez chwilę mierzył się z ochroniarzami wzrokiem. Mężczyźni byli wyraźnie skonfundowani, bo przez dobrych parę sekund nie wiedzieli co zrobić. Dopiero kiedy odzyskali trzeźwość umysłu wystrzelili w kierunku chłopaka kolejną serię. Tym razem bez problemu zatrzymał lecące w jego stronę naboje i szybko zmienił ich kurs, z podwójną prędkością odbijając kule w ich stronę.
Podszedł do ciał szturchając jedno z nich stopą, żeby upewnić się, że jego wrogowie nie żyją. Śmierdzące ludzkie larwy. Ściągnął z jednego z nich koszulę i wciągnął ją na siebie. Była zdecydowanie za duża, ale to było lepsze niż wybieganie na zewnątrz nago.
Znów rzucił się w gąszcz korytarzy rozpaczliwie szukając drogi ucieczki. Zaraz na pewno ktoś znajdzie zwłoki tych śmieci i zaczną swój pościg. Nie miał tu specjalnego pola do popisu, w zamkniętych, ciemnych, pustych korytarzach nie stało nic, czego przy użyciu telekinezy mógłby swobodnie użyć jako broni.
- Kurwa… - miał wrażenie, że idzie w zupełnie złym kierunku. Wcześniej jakoś szybko dotarł do wyjścia.
Nagle poczuł przejmujące zimno. Aż dreszcze przebiegły mu po plecach i ciaśniej opatulił się ubrudzoną krwią koszulą. Syknął głośno czując coś zimnego pod stopą i momentalnie cofnął się o krok. Kucnął, żeby dotknąć tego palcami.
- Lód…? – powiódł wzrokiem po podłodze aż do ściany, która również była skuta mroźną skorupą. Pierwszy raz w życiu widział coś takiego. Czyżby trzymali tam inny eksperyment? Co za badania prowadzone były w pokoju, spod którego drzwi wydobywała się fala mroźnego powietrza? Były uchylone, może przecież zajrzeć.
Jego źrenice rozszerzyły się gwałtownie, a serce zamarło na chwilę. Na operacyjnym blacie, zbryzgany krwią siedział rudy, przeraźliwie drobny chłopak. Łopatki sterczały mu żałośnie, kiedy opatulał ramionami podkulone kolana. Na podłodze leżały zwłoki ludzi w białych kitlach, wyglądali na naukowców. Chłopak aż zadrżał widząc ich pozbawione życia, zamarłe w wyrazie przerażenia oczy za cienką, przeźroczystą ścianą z lodu. Wszyscy, co do jednego zostali pochowani w lodowych trumnach, może nawet zginęli z zimna, chociaż część z nich była pozbawiona niektórych członków.
Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Nie miał pojęcia, że istnieje ktoś taki jak on, że jakiś inny nadczłowiek jest hodowany tutaj, w tym laboratorium. Wymanewrował między zamarzniętymi ciałami stając naprzeciwko skulonej na blacie postaci.
- Ej…
Chłopak nagle wyciągnął ręce w jego stronę, opuszkami palców dotykając jego policzków. Tego potwornego uczucia nie dało się opisać. Rozwarł szeroko usta czując przejmujące ciało zimno i wbił wzrok w chłodne, pozbawione serca spojrzenie drugiego obiektu. Chwycił go za ręce uśmiechając się lekko. Strach uleciał z niego w jednej chwili. Nie był sam.
- Świat jest taki piękny – rzucił śmiejąc się głośno – Pokazać ci?